Islandia, Podróże

ISLANDIA – Wrak amerykańskiego samolotu

Wrzesień 11, 2017

Cześć! Dzisiaj ruszamy na krótką wycieczkę po okolicy. Fanów gór i soczystych zieleni uprasza się o opuszczenie sali lub o zachowanie milczenia. Będzie szaro, pusto i postapokaliptycznie.  I krótko, co się raczej rzadko tutaj zdarza.

Wrak amerykańskiego samolotu Dakota to chyba jeden z bardziej popularnych punktów turystycznych na Islandii, nawet dla tych, którzy podróżują alternatywnie.  Kiedy dwa lata temu byliśmy na Islandii nie odwiedziliśmy tego miejsca. Dlaczego? O tym za chwilę.

Komu taka wycieczka sprawi przyjemność? Na pewno zapaleńcom technologicznym, wojennym, silnikowym i wielbicielom postapokaliptycznych klimatów, opuszczonych miejsc i lekko przygnębiającej tajemniczości. My się łapiemy do ostatniej grupy.

Jaka jest historia wraku? Otóż lądował awaryjnie na Islandii na początku lat 70. Teorie na temat dokładnych powodów awarii jest kilka, w tym jedna o braku paliwa, a druga o awarii silników. Ja zgadzam się z autorem bloga Islandia tylnymi drzwiami, że dość ciężko byłoby o brak paliwa, skoro samolot wystartował z Keflaviku, oddalonego jakieś 3h jazdy od miejsca awaryjnego lądowania. Zatem pozostają wadliwie działające silniki. Może kiedyś dowiemy się, jak było naprawdę.

 

 

Nie ma chyba większego sensu opisywać, gdzie znaduje się ten wrak, bo to jest tak proste do znalezienia w Internecie (a nawet słyszałam, że atrakcja zaczęła pojawiać sięw niektórych przewodnikach), że nie warto się powtarzać. Warto natomiast wspomnieć, że nie zawsze było tak różowo. Jeszcze dwa lata temu miejsce to znajdowało się na liście miejsc ukrytych. Trzeba było wiedzieć, gdzie się znajduje, ewentualnie popytać lokalnych. Do tego nie za bardzo było gdzie zostawić auto, zatem najlepiej było mieć samochód z napędem 4×4 żeby pokonać te 3 km po pustyni. Z tego też powodu nie odwiedziliśmy tego miejsca wcześniej. Wiedzieliśmy, że jest gdzieś w okolicach Vik (gdzie obecnie mieszkamy), ale nie wiedzieliśmy gdzie dokładnie, a robiło już się poźno na poszukiwania. Poza tym obawialiśmy się, że wynajętą Toyotą Yaris nie odkryjemy zbyt wiele.

A jak jest teraz? Wystarczyły zaledwie dwa lata, żeby powstał parking przy głównej drodze i aby wyznaczono śceżkę dla turystów prowadzącą do wraku. Osobom, które liczą na zdjęcia bez turystow w tle radzę albo wstać bardzo rano, albo zaprzyjaźnić się z  przyborem łatki w Photoshopie. Rzeczywistość wygląda mniej więcej tak:

 

 

Plus jest taki, że z tego, co widzę porównując rzeczywisty stan wraku ze zdjęciami sprzed 2 lat, turyści nie zniszczyli samolotu i wygląda identycznie jak kilka lat temu. Skrzydła oberwał wiatr, a kawałki lawy niesione z oceanicznym wiatrem porobiły dziury w blasze. Czytałam gdzieś, że jakiś czas temu wprowadzono zakaz wstępu, ponieważ jest to teren prywatny, a turyści niszczyli pustynię jeżdżąc jak oszalali terenówkami. Ale jak widać zakaz zniesiono, ludzie zachowują się kulturalnie i ogólnie jest dość przyjemnie. Dziwi mnie tylko, że jeszcze nie pobiera się opłat parkingowych lub wstępu. Choć to zapewne kwestia czasu.

 

 

 

 

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply