Finanse, Pogaduchy

Czego sobie odmawiamy?

Czerwiec 4, 2017

Wiele osób myśli o nas, że ciągle jeździmy na wycieczki, wydajemy kupę forsy na sport i zdrowy tryb życia, fajne ubrania i rozrywki. Pojechali do Anglii i się mądrzą. Takim to dobrze, dostają kasę za nic. Tak to można szaleć! Szara rzeczywistość wygląda nieco inaczej i niestety, nikt nam pieniędzy nie daje. Nie śpimy też na kasie, dlatego jeśli chcemy realizować nasze plany i marzenia, musimy po prostu oszczędzać.

Naszym technikom oszczędzania poświęcę oddzielny wpis, ale dzisiaj chiałabym skupić się na tym, czego sobie odmawiamy. Zapewne nie odkryję Ameryki, kiedy powiem, że aby odłożyć pieniądze, należy przyjrzeć się swojemu stylowi życia i wyeliminować z niego tak dużo zbędnych wydatków, jak tylko możliwe. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać, prawda?

Często ludzie mówią, że  nie mają z czego odłożyć. Czy aby na pewno? Ile pieniędzy miesięcznie/rocznie wydajecie na poniższe rzeczy, z których my świadomie zrezygnowaliśmy? Przyjrzyjcie się swoim wydatkom i zobaczcie, na co wydajecie najwięcej pieniędzy. To dam Wam świetny fundament do dalszych udoskonaleń zarządzania domowym budżetem.

Oto lista głównych rzeczy, z których świadomie rezygnujemy, aby mieć pieniądze na podróże i inwestycje:

Kawa i jedzenie na mieście

Może Was to zdziwi, ale w 99%, kiedy wychodzimy, bierzemy ze sobą kawę w termosie i własne jedzenie. Ten 1% to sytuacje, kiedy idziemy specjalnie na kawę, na przykład aby się z kimś spotkać lub idziemy do restauracji świętować naszą rocznicę. Zdarza się to niezmiernie rzadko i nie skłamię, jeśli powiem, że na kawę i ciasto w kawiarni  w ciągu ostatnich 12 miesięcy pozwoliliśmy sobie raz.  Lunch do pracy zawsze mamy ze sobą. Mowa oczywiście o codziennym życiu, wydatki na jedzenie podczas podróży to zupełnie inna historia.

Szczerze mówiąc, to nie bardzo odczuwamy braku restauracji i kawy na wynos w naszym życiu. Może dlatego, że nigdy nie mieliśmy takiego zwyczaju. Poza tym kawa w Anglii jest zwykle okropna i naprawdę lepiej mieć ze sobą dokładnie taką, jaką się lubi.

Książki

Uwielbiamy czytać. Uwielbiamy też książki i marzy nam się ogromna biblioteczka, cały pokój, od podłogi po sufit zapełniony książkami… Tylko, że książki kosztują (chociaż w Anglii jest to stosunkowo tania sprawa) i zajmują dużo miejsca. Którego po pierwsze nie mamy, a po drugie nie chcemy się zagracać, aby móc szybciej i łatwiej się przeprowadzać. Dlatego zainwestowaliśmy pieniądze w czytnik Kindle. Mamy go już drugi rok i sprawdza się rewelacyjnie. Jedyny minus jest taki, że nawet posiadając ogromną biblioteczkę w czytniku, nadal mamy tylko jednego Kindla, więc żeby się o niego nie kłócić, co tydzień się nim wymieniamy. No i nie pachnie papierem… Jest za to lekki i bardzo łatwy w transporcie, co jest dla nas niesamowitą wartością dodaną.

Samochód

Pomimo, że do Anglii przyjechaliśmy własnym autem, szybko postanowiliśmy się go pozbyć. Między innymi z powodu wysokich kosztów utrzymania samochodu w Anglii. Od tej pory nie mamy własnego środka transportu i jakoś sobie radzimy. Za to oszczędzamy naprawdę duże pieniądze na ubezpieczeniu, naprawach i benzynie.

 

Telewizor

Od lat nie posiadamy telewizora, nigdy w życiu nie płaciliśmy za żadną kablówkę, telewizje cyfrowe i inne bajery. W zupełności wystacza nam to, co jest dostępne w Internecie. Nie dość, że oszczędzamy spore kwoty na abonamencie, to dodatkowo nie marnujemy czasu bezmyślnie wgapiając się w szklany cycek. Sorry, ale nie pogadacie z nami o najnowszej reklamie Playa albo o perypetiach Kowalskich z kolejnego serialu na TVP.

Ubrania i gadżety

Kupujemy bardzo mało ubrań, a jeśli już nam się zdarza, to staramy się, aby wszystkie do siebie pasowały. Unikamy w ten sposób sytuacji, kiedy mamy bardzo fajne elementy garderoby, których i tak nie nosimy, bo nie umiemy ich połączyć. Bardzo często kupujemy w szmateksach i lata doświadczeń pokazały, że, szczególnie w moim wypadku, moje ulubione i najlepsze jakościowo rzeczy pochodzą właśnie z lumpeksów. Najlepiej się w nich czuję i zbieram masę komplementów, wiec wyglądam chyba też nie najgorzej. Ostatnio na przykład kupiłam sobie mega wypasione lniane szorty za 1 zł.

Co się tyczy gadżetów, to zaliczam tu zarówno elektronikę, jak i ozdoby do domu i inne przydasie, zalegające całymi latami na dnie szuflady. Oczywiście nie porozumiewamy się za pomocą znaków dymnych, bo rozpalanie ognisk na balkonach jest nielegalne, a za gołębiami nie przepadamy. Mamy zatem komórki  i inne laptopy, ale zawsze kupujemy tylko to, co  jest nam niezbędne, lub to, czego na pewno będziemy ciągle używać. Swoją drogą dopiero w zeszłym roku kupiłam sobie mojego pierwszego smartfona. Jechałam sama do Barcelony i potrzebowałam mapy oraz dostępu do neta. Jestem się w stanie obejść bez zegarka płacącego, piorącego i regulującego moją przemianę materii.

Meble i przedmioty domowego użytku

Ile macie w domu talerzy? Kubków? A ręczników? Zestawów pościeli? No właśnie… My mamy 2 kubki, 2 filiżanki, 4 małe talerze, dwa duże i 2 głębokie. Cztery miski. I to wszystko. Sztućców też tylko tyle, żeby starczyło dla dwóch osób. Korona nam z głów nie spadnie, jeśli po zjedzonym obiedzie umyjemy widelec, zanim go wbijemy w ciasto na deser. Mamy jedynie dwa zestawy pościeli i dwa zestawy ręczników dla dwóch osób. Jedno się suszy, a drugiego się używa. Po co więcej? Nasze meble kupiliśmy w sklepie z używanymi meblami, oczywiście wszystkie z innej parafii. Pomalowaliśmy na biało (farbą do ścian – już rok się trzyma bez zarzutu, nie ma ani jednego odprysku), dodaliśmy złote elementy i wszystko wygląda jak od kompletu. Nie mamy też łóżka. Materac położyliśmy na gołej podłodze i jest to najwygodniejsze legowisko, jakie do tej pory mieliśmy.

Zwierzęta

Posiadanie zwierzaka jest drogie. I w sumie mogłabym na tym zakończyć, ale wypada jednak dodać, że tego wydatku byśmy nie ograniczali, gdybyśmy mieli warunki dla zwierzęcia. Póki co płacimy rodzicom alimenty na kotkę, którą u nich zostawiliśmy i w najbliższym czasie nie planujemy posiadania kolejnego pupila. Natomiast wiemy na pewno, że będziemy mieli psa. Wybraliśmy już nawet imię. Teraz czekamy na odpowiedni moment.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że mamy jeszcze mały margines rzeczy, na których moglibyśmy jeszcze trochę zaoszczędzić, ale nie od razu Rzym zbudowano. Zamiast rzucić się od razu na głęboką wodę powoli obcinamy nasze wydatki, tak, aby stało się to naszym nawykiem. W ten sposób unikamy efektu jo-jo.

A Wy z czego świadomie rezygnujecie?

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply Psychozapiski Czerwiec 5, 2017 at 1:52 pm

    Bardzo fajny post, pokazuje, że wymówka typu – nie podróżuję bo mnie nie stać – jest kiepska. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile wydajemy na co dzień. My z mężem postępujemy podobnie. Rezygnujemy z niektórych rzeczy świadomie, aby móc gdzieś pojechać i wcale z tego powodu nie czujemy się pokrzywdzeni. A jak jesteśmy na wycieczkach to też nie szalejemy. Dzięki temu wszystko da się połączyć. Fajna z Was para 🙂

    • Reply Kasia Czerwiec 5, 2017 at 4:14 pm

      Cześć! Cieszymy się, że się podoba! :* Wydaje mi się, że z tym wmawianiem sobie, że nie podróżujemy, bo nas nie stać jest podobnie jak z wmawianiem sobie, że nie mamy czasu. Czas mamy, ale niekoniecznie na to, co robią inni. Chociaż z drugiej strony, zarządzanie czasem zależy w całości od nas, a jeśli ktoś zarabia 1500 zł i wszędzie widzi ofery biur podróży i słucha opowieści bardziej zamożnych kolegów na temat ich ekskluzywnych wakacji, to faktycznie może sobie wyrobić skrzywione pojęcie o dostępnych wariantach podróżowania. Nic dziwnego, że część osób może poczuć się z tego powodu gorsza. Inna sprawa, że nie próbują tego zmienić i udowodnić wszystkim dookoła, że się mylą, ale to już zupełnie inna sprawa, zahaczająca już bardziej o motywację i ambicje / zawziętość.

    Leave a Reply