Podróże, Ukraina

Czego nie wiedziałeś o Czarnobylu

Czerwiec 9, 2017

Pamiętam, że kiedy byłam dzieckiem, to śmialiśmy się z dwa lata starszych kolegów, mówiąc, że „to Czarnobyle, nie mogą być normalni”. Nie wiedziałam dokładnie co to znaczy, ale brzmiało śmiesznie. A jeśli coś brzmi śmiesznie, to ja jestem jak najbardziej na tak, od dziecka.

Z czasem dowiedziałam się, co to był ten Czarnobyl, ale zajęło mi kolejnych kilka lat, żeby powiązać fakt wybuchu eletrowni jądrowej z rzekomymi deformacjami dzieci i promieniowaniem. Piszę rzekomymi, bo tak jak choroba popromienna to fakt, który zebrał najobfitsze żniwo po katastrofie reaktora, tak zależności pomiędzy wybuchem a wzrostem deformacji noworodków/płodów nie udowodniono. Czytałam nawet cały artykuł w „Focusie” na ten temat. Tak się złożyło, że przed samym wyjazdem do strefy zamkniętej.

Kiedy byłam mała, oczywiście wierzyłam w te wszystkie potworki z czarnobylskiego słoika i z fascynacją równą tej, z jaką patrzymy na sceny gore, pożerałam wzrokiem zdjęcia. Zapewne dlatego, że nie trafiało do moich rąk zbyt wiele materiałów na temat Czarnobyla (pamiętajcie, drogie dzieci, że dużą część swojego życia spędziłam w czasach BEZ INTERNETU) fascynacja osłabła i zapadła w głęboki sen. Zamiłowanie do opuszczonych miejsc i makabrycznych historii zostało. W połączeniu z nową pasją, jaką są podróże, to wszystko po prostu musiało złożyć się znów do kupy. I tak wylądowaliśmy na 3 dni  w czarnobylskiej strefie zamkniętej.

O naszych wrażeniach i przemyśleniach napiszemy osobny post. Natomiast na początek przedstawiamy kilka ciekawostek / powszechnie nieznanych faktów o Czarnobylu

1. Czarnobyl nie jest opuszczonym miastem

W Czarnobylu nadal żyją ludzie, funkcjonuje hotel (w którym nocowała część naszej wycieczki i jedliśmy obiad), biegają dobrze odżywione  i przyjazne psy. To, co widzimy na zdjęciach w Internecie to Prypeć, miasto położone niespełna 30km od Czarnobyla i 3 km od (nie)słynnego reaktora. Miasto świetnie prosperowało i szybko się rozwijało. Wszystko legło w gruzach zaledwie w ciągu jednego dnia, kiedy ewakuowano 50 tysięcy mieszkańców. Czarnobyla nie ma się co bać, ziemniaczki w jadłodajni były pyszniutkie, kompocik jak u mamy, a pieski nie świeciły w ciemności i nie miały czerwonych tęczówek.

2. W strefie zamkniętej nadal żyją ludzie

Jednym z elementów naszej wycieczki była wizyta u jednego z mieszkańców strefy zamkniętej. Ci ludzie nazywani są samosiołami i są to osoby, które  wróciły po jakimś czasie od wysiedlenia. Starych drzew podobno się nie przesadza. Sporo na temat życia samosiołów możecie znaleźć na fanpage Napromieniowani, którzy pomagają tym ludziom. My mieliśmy okazję porozmawiać z jednym z nich. Nie robiłam mu zdjęć, bo to też człowiek i nie chciałam traktować go jak małpy w cyrku. Natomiast cyknęłam co nieco na jego podwórku – tamtego dnia szykowała się prawdziwa uczta – odwiedził go syn i bratowa, przywieźli ziemniaki, które wesoło prykały na ogniu.

Szkoda, że nie mogliśmy zostać dłużej, bo dzięki znajomości rosyjskiego byłam w stanie osobiście porozmawiać z panią bratową oraz z mieszkańcem strefy. Spadło kilka łez ze spragnionych rozmowy, stęsknionych oczu. Uczcie się języków, ludzie.

3. Elektrownia nie wybuchła

Wybuchł tylko jeden z reaktorów. Cała elektrownia działała jakby nigdy nic aż do roku 2000. Prace w elektrowni zostały zakończone pod naciskiem Unii Europejskiej. Elektrownia nie generuje już energii, ale robotnicy i naukowcy nadal tam pracują. Turyści mają zakaz wstępu, można co najwyżej podejść na plac nieopodal i zrobić sobie zdjęcie z reaktorem w tle.

Warto również dodać, że wybuch nie nastąpił z powodów technicznych. Był to typowy błąd ludzki, gdyż przeprowadzano kontrolę, która powinna była zostać przeprowadzona dwa lata wcześniej, przed oddaniem reaktora do użytku. Spowolniłoby to jednak jego uruchomienie, dlatego proces przełożono „na później”. Po więcej informacji na temat samej elektrowni, wypadku, akcji ratowniczej itd., odsyłamy Was na Strefaczarnobyl.pl.

 

4. Istniał tajny projekt Czarnobyl II

Nazwyany był Okiem Moskwy lub projektem Duga. Składał się z konstrukcji rozmieszczonych w różnych częściach lokalnego krajobrazu, jednak jego główna część znajdowała sie jedynie 9 km od pechowego reaktora. Jego istnienie odkryto dopiero po katastrofie. Zadziwiające, szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę gabaryty konstrukcji oraz fakt, że obsługiwało ją około 1000 osób, dla których wybudowano osobne, tajne miasto.

Miał coś wspólnego z falami radiowymi – zakłócaniem, przechwytywaniem itp. Przewodnik powiedział, że niedawno podjęto decyzję o rozebraniu konstrukcji i przetopieniu metalu w celu ponownego użycia.

5. Obecnie strefa zamknięta tętni życiem

Strefa zamknięta nie jest w pełni zamknięta już od lat. Niestety trzeba się przyzwyczaić do tego, że będziemy spotykać coraz to nowe wycieczki na naszej drodze. Niestety, nie jest możliwe wejście indywidualne. Zatem jesteśmy skazani na mniejsze lub większe grupy. Ale przecież sami jesteśmy częścią jednej z nich, więc nie ma co wieszać psów na organizatorach.  Z drugiej strony, wizyta w strefie wiąże się z dość dużym rozsądkiem i myśleniem podczas zwiedzania, lepiej jednak nie wypychać kieszeni pamiątkami. Zatem może i dobrze, że bez przewodnika ani rusz?

Nie oznacza to jednak, że nie wolno dotykać absolutnie niczego. Wprost przeciwnie, w wielu miejscach, szczególnie w Prypeci, przedmioty zostały poukładane tak, żeby tworzyć ciekawe kompozycje zdjęciowe. Czy to dobrze, czy źle, każdy musi ocenić sam. Natomiast świadomość, że owe przedmioty były przenoszone i dotykane przez setki (tysiące?) osób przed nami, dodaje odwagi i mamy szansę przekartkować gazetę sprzed lat.

 

6. Promieniowanie może zabrać Ci buty

Przed przyjazdem dostaliśmy od organizatora maila z listą rzeczy, które powinniśmy ze sobą zabrać. Długie spodnie, długi rękaw, odpowiednia ilość wody oraz… zapasową parę butów.  Sasza, nasz przewodnik, bardzo pilnował tego, żebyśmy nie chodzili po mchu czy piachu. Dlaczego? Otóż ziemia wchłonęła największą ilość promieniowania, na przykład poprzez wnikanie w nią wody, używanej do mycia maszyn ratowniczych lub też po prostu deszczówki, naturalnie zmywającej radioaktywny pył, który wnikał razem z nią w glebę. Zdarzyło się kilkukrotnie, że osoby nie zachowujące odpowiednich środków ostrożności, lub po prostu mające pecha, opuszczały strefę bez butów, które zebrały zbyt dużą dawkę promieniowania. Strażnicy nie mają litości i niezależnie od tego, jak drogie buty macie na sobie i czy w ogóle macie coś na zmianę, konfiskują je.

Kontrole przechodziliśmy około 2 razy dziennie.

7. Istnieją miejsca na świecie o większym promieniowaniu

Jak już wspomniałam na początku, przed samym wyjazdem wpadł mi w ręce numer Focusa, w którym jednoznacznie dementowano teorie o tym, że katastrofa w Czarnobylu miała znaczący wpływ na wzrost zachorowań wśród dzieci, wskaźnik umieralności oraz deformacje płodów. Isnieją miejsca na ziemi, których promieniowanie naturalne jest wyższe niż średnia, którą obecnie znajdziemy w strefie zamkniętej.

Co się tyczy deformacji i skutków wybuchu wpływających negatywnie na nasze zdrowie, to powiem tylko tyle: w 2001 roku Komitet Naukowy ONZ ds. Skutków Promieniowania Atomowego (UNSCEAR) oficjalnie zaprzeczył, żeby istniała taka zależność. Dociekliwym polecamy inny artykuł wygrzebany w archiwach Focusa: KLIK

Polecamy również fascynujący film, w którym autor odwiedza najbardziej napromieniowane miejsca na świecie, mierząc dawkę, jaką otrzymuje człowiek. Co się okazuje? Najbardziej na promieniowanie narażeni są nie mieszkańcy Czarnobyla czy osoby zwiedzające pracownię Marii Curie-Skłodowskiej. Są to… palacze! Niestety film jest po angielsku.

 

8. Ludzie wracali po swoje rzeczy

Kiedy zwiedzaliśmy Prypeć oraz obiekty położone w innych częściach strefy, zachodziliśmy w głowę, dlaczego wszystko jest albo puste, albo zdemolowane. Przecież obowiązuje zakaz wstępu, a przewodnicy wycieczek raczej nie pozwoliliby na takie zachowania. Otóż okazuje się, że w jakiś czas po katastrofie mieszkańcom pozwolono wrócić  i zabrać z domów część rzeczy. Wszytko, co zostawiono, wyrzucono przez okna i zniszczono lub zakopano, aby zniechęcić ludzi do powrotu do domu. 

 

9. Diabelski młyn nigdy nie został uruchomiony

Słynny diabelski młyn, który widzimy na większości zdjęć z Prypeci, tak naprawdę nigdy nie został uruchomiony. Uroczyste uruchomienie zaplanowano na 1 maja, a jak wszyscy wiemy, reaktor wybuchł wcześniej i zarządzono ewakuację.

10. Planowano budowę kolejnych reaktorów

Moment katastrofy przypadł na pół roku przed planowanym uruchomieniem kolejnych dwóch reaktorów. Jeśli tak by się stało, elektrownia w Czanobylu byłaby największą elektrownią tego typu na świecie. Prace były na tyle zaawansowane, że wystarczyło tylko wstawić nowe reaktory. Dzisiaj możliwe jest zwiedzanie ogromnych kominów, które w rzeczywistości pełniły rolę chłodni. Wizyta tam jest jedyną w swoim rodzaju tego typu okazją, aby wejść w środek części wielkiej machiny, jaką jest elektrownia. Robi niesamowite wrażenie, a akustyka jest niesamowita  – głos odbija się od ścian, zataczając koła.

 

To jak, jedziecie?

 

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply