Pogaduchy

10 lat w podróży – jak do tego doszło!?

3 marca, 2017

Podobno każdy człowiek powinien choć raz  wybrać się na samotną wyprawę. Co my na to? Ano jak zwykle – inaczej niż wszyscy – podróżujemy razem, niejednokrotnie spędzamy ze sobą 24 godziny na dobę, nawet w dni powszednie, kiedy przytłacza praca i rutyna. Razem snujemy wielkie i malutkie plany podróżnicze. I nic nie wskazuje na to, żeby sytuacja miała ulec zmianie. Właśnie dziś mija 10 lat odkąd jesteśmy razem. Jak to się stało, żę się do tej pory nie pozabijaliśmy? Sami się czasem nad tym zastanawiamy.

Pomyśleliśmy, że dziesiąta rocznica związku to nie byle co i stanowi świetny pretekst do tego, żebyście poznali nas lepiej. A przy okazji może sprzedamy Wam parę patentów na udany związek. Jeszcze troszkę a będziemy razem dłużej niż osobno, a to już jest ciężki kaliber. Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdzie jesteśmy niejednokrotnie brani za jakieś wybryki natury. Diesięć lat z jedną babą?! Na pewno czarnownica, rzuciła urok na biednego kawalera, innej opcji nie ma!

My dokładnie 10 lat temu, z zaledwie kilkudniowym stażem.

Poznaliśmy się w liceum, gdzie chodziliśmy do jednej klasy i niejednokrotnie siedzieliśmy w jednej ławce. Trochę razem imprezowaliśmy, lubiliśmy spędzać razem czas, ale parą nie byliśmy. Nie, żebym nie chciała, po prostu mój książę potrzebował  trzech lat namysłu, a ja jakoś przetrwałam okres liceum, cierpiąc niczym młody Werter. Na szczęście Piotrek w końcu zrozumiał, że jestem super i nie musiałam strzelać sobie w łeb. Oficjalnie natomiast twierdzi, że czekał, aż mi odrosną włosy, bo  krótka fryzura dodawała mi wielce dyskusyjnego wdzięku.

No i zaczęło się podróżowanie. Od tej pory zawsze i wszędzie razem. Najpierw w Tatry. Zdjęć nie ma zbyt wielu, bo z tego co pamiętam to nawet aparatu nie mieliśmy. Wszysyko cykaliśmy kalkulatorem, ale nie zdjęcia są przecież najważniejsze. Spaliśmy w guest housie w Białym Dunajcu i codziennie chodziliśmy zjeść do okolicznej knajpy, gdzie dawali tak dobre i tanie jedzenie, że wtaczaliśmy się dobre dwie godziny pod górkę z powrotem to noclegowni. To były czasy…

Kolejnym wyjazdem były Czechy. Tym razem pod namioty, z plecakami – wszystko pożyczone. Pojechaliśmy na festiwal muzyczny, gdzie jedliśmy zupę chmielową i piliśmy piwko. Prysznice były na żeton, a ubikacje… no jak to na festiwalach. To był nasz pierwszy wyjazd za granicę. Nie tylko wspólny, ale i pierwszy raz w życiu pojechaliśmy za granicę. Bakcyl został dokarmiony i tłuściutko rósł w naszych głowach.

 

Czas studiów to niestety posucha dla dalszych wypraw – wiadomo, brak funduszy. W międzyczasie przeżywaliśmy też bardzo trudne chwile zwiazane z chorobą Piotra i jego długim pobytem w szpitalu i kilkoma operacjami. Na dodatek ja pracowałam w call centre za 1300 zł miesięcznie. Wynajem mieszkania kosztował nas 1200 złotych. Nietrudo się domyślić, że o podróżach raczej nie było mowy.

Dlatego zdecydowaliśmy się na wakacyjny wyjazd do Anglii, za piniądzem. Autokarem (!!!!). Niestety okazało się, że kurs funta jest tak słaby, a my bez pratycznie żadnych znajomości (przyjaciółka mojej kuzynki pomogła jak mogła, ale ogólnie musieliśmy radzić sobie sami), postanowiliśmy, że wrócimy wcześniej niż planowaliśmy. Stanęliśmy przed wyborem: zapożyczyć się i zostać, czy wracać za dwa dni do Polski. Kupiłam sobie jedną parę jeansów, stanik i kamizelkę. Piotrek przywiózł dwie płyty CD. I tak skończył się nasz zarobek. Ale zaczęło się zbieranie płyt i myśli o emigracji na dłużej. Zdjęć nie ma, bo pracowaliśmy od rana do nocy i ostatnie, o czym myśleliśmy, to foteczki. Kredytów i pożyczek nie praktykujemy do dzisiaj.

W miarę możliwości finansowych i czasowych zwiedzaliśmy Pomorze, gdzie studiowaliśmy, oraz Mazury, skąd pochodzimy.

No  to by było na tyle z naszego studenckiego podróżowania. Sytuacja trwała jeszcze kolejne 2 lata, kiedy praca zaprzątała nam cały czas. W końcu, po 7 latach bycia razem wzięliśmy ślub. A jeśli ślub, to musi być i podróż poślubna. Wybralismy Gruzję. Z plecakami ze stelażem i pożyczonym namiotem, którego linki zjadł nam pies już na początku wyprawy. I wielgachny, ciężki materac, bo nikt ze znajomych nie miał nic lepszego, co moglibyśmy pożyczyć. Nasz tłuściutki Bakcyl obudził się z letargu.

W międzyczasie wyemigrowaliśmy w Anglii i poszło już z górki: Islandia, Ukraina, Macedonia, Czarnogóra, Albania, Hiszpania, Malta… W tym roku jedziemy do Norwegii. I gdzieś jeszcze, sami nie wiemy do końca gdzie. Mamy wielkie i małe plany podróżnicze, które wcielamy w życie. Kompletujemy porządny sprzęt. Wszystko i zawsze razem.

Samotne podróże nie są dla nas. Związek, który rozpoczął się tak wcześnie sprawił, że dorastaliśmy razem. Kształtowalismy siebie nawzajem i w każde z nas skłąda się tak naprawdę z dwóch osób. I chyba to jest sekret udanych, niekończących się podróży we dwoje: nie musimy się dla siebie zmeiniać, bo jedno stworzyło drugie. Nie ma wielkich kompromisów, bo są nam niepotrzebne.

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply AgnieszkaW 3 marca, 2017 at 7:13 pm

    Fajna historia 🙂 i jaką piękną suknię ślubną miałaś:)

    • Reply Kasia 13 marca, 2017 at 8:41 pm

      Dzięki 🙂 A suknię wygrałam na targach ślubnych w losowaniu 🙂 Dokupiłam tiul i w ramach wylosowanej sukni panie przerobiły mi ją wedle mojego życzenia. Ps. Jest na sprzedaż, jakby co 🙂

    Leave a Reply